Cała prawda o zarobkach, czyli: a nie, czekaj…

Chciałem dziś skłonić Cię do refleksji o zarobkach, toteż zacznę od nauczycieli, którzy właśnie strajkują. A nie, czekaj, jest sobota, więc siedzą w domach. Zaczna na nowo w poniedziałek. O co tak walczą? O tysiąc złotych podwyżki na osobę. Gdyby dostali, czego chcą (w co wątpię), nauczyciel stażysta zarabiałby 3538 zł brutto, a dyplomowany 4483 zł brutto. Ile to jest na rękę? Skorzystałem z kalkulatora zarobków na stronie Infor.pl i wyszło mi odpowiednio 2531,18 zł i 3190,23 zł.

O to walczą. Mają rację. A nie, czekaj…

Oczywiście byliby bardzo zadowoleni, gdyby wygrali ten strajk i dostali żądane podwyżki. Ich wynagrodzenia wzrosłyby o ok. 30 procent, a więc znacznie. Może nawet byliby szczęśliwi, ale czy słusznie?

Jeśli czytasz ten blog, to bardzo możliwe, że zarabiasz tyle, ile oni. No dobrze, może tyle, ile oni chcieliby zarabiać. Ale powiedz, czy to naprawdę wystarczy?

Strajkują, by dalej być biedni

Spójrzmy prawdzie w oczy. Dwa i pół albo trzy tysiące złotych z hakiem na rękę to bardzo mało. Owszem, na codziennie życie może – choć nie zawsze – wystarczyć. Sęk jednak w tym, że żyjemy w nowych czasach, choć dla Ciebie być może są to jedyne znane. W czasach, gdy nie wystarczy zarabiać tyle, by na koniec miesiąca została na koncie stówa albo półtorej. Tak można żyć, ale przecież żeby godnie przeżyć życie, trzeba też masę pieniędzy odkładać na:

  • emeryturę,
  • przyszłość dzieci (jeśli ktoś ma lub chce je mieć),
  • wakacje,
  • mieszkanie,
  • poduszkę bezpieczeństwa,
  • wydatki cykliczne,
  • dobra konsumpcyjne (jeśli ktoś nie chce kupować ich na kredyt)
  • …i diabli wiedzą, na co jeszcze.
Policz, czy zarabiasz wystarczająco

[Fot. Simone Hainz / pixelio.de] Jeżeli weźmiesz kartkę papieru i kalkulator, to już po kilku minutach zorientujesz się. czy Twoje comiesięczne zarobki są wystarczająco wysokie, by zaspokoić Twoje potrzeby teraz i w przyszłości. Nie łudź się, że jeśli wystarcza Ci do pierwszego, to zarabiasz dostatecznie dużo.

Policzmy trochę

Załóżmy, że aby uskładać na jakąś-tam emeryturę, wypadałoby wykorzystywać roczny limit IKZE i IKE. Czyli: 5718 + 14 925 = 20 643 zł. Ile to miesięcznie? 1720,25 zł.

Przyszłość dzieci pominę, bo wychodzę z założenia, że można na nią przeznaczyć 500+, zwłaszcza że wkrótce będzie przysługiwało także na pierwsze dziecko. Można to po prostu odkładać lub ostrożnie inwestować.

Wakacje

Wypadałoby raz w roku kopnąć się gdzieś na dwa tygodnie. Nie mierzmy wysoko, niech to będą wakacje nad Bałtykiem. Wybrałem ofertę domków letniskowych nad Bałtykiem, sezon od 22 czerwca do 17 sierpnia, jeden domek, cztery osoby, jeden tydzień: 2450 zł, czyli 4900 za dwa tygodnie. Plus jedzenie i atrakcje, powiedzmy: 2500 zł. Razem 7400 zł. Załóżmy, że małżeństwo zbiera na to wspólnie, a pojechać chce z dwójką dzieci, więc każde z nich powinno odłożyć 3700 zł, tj. 308 zł miesięcznie. Są bezdzietni? To mogą się wybrać razem z innym bezdzietnym małżeństwem, wyjdzie tylko 154 zł miesięcznie do odłożenia na osobę.

Mamy już 1720,25 + 154 = 1874,25 zł miesięcznie.

Żeby nie nabijać rachunku, pominę też mieszkanie. A nuż się komuś poszczęści i odziedziczy. No ale jeśli nie ma na to szans, to przynajmniej z osiem stów miesięcznie trzeba by dodać, prawda?

Poduszka bezpieczeństwa, czyli sześciomiesięczne wydatki. Przyjmijmy, że to dwa tysiące razy sześć. Dwanaście tysięcy. Pewnie nikt nie przeznaczy na to zbyt wiele, więc przyjmijmy 200 zł miesięcznie. Przez pięć lat.

Mamy już 2074,25 zł miesięcznie.

Ile mogą wynosić wydatki cykliczne na osobę? Niech będą skromniutkie, jak moje. 1200 zł rocznie, czyli stówę miesięcznie trzeba odkładać.

Mamy już 2174,25 zł miesięcznie.

Jeżeli młodzi ludzie chcą kupić nowy samochód, telewizor, komputer, kino domowe, nową lodówkę itp., a nie chcą się zadłużać, do powyższej kwoty dochodzą im kolejne setki złotych, które trzeba co miesiąc odkładać. W innej postaci będą to spłaty kredytu lub kredytów – adekwatnie wyższe, bo z odsetkami przecież.

Ile więc trzeba zarabiać, by jako tako żyć?

Przyjmuję, że osoba bezdzietna potrzebuje w Polsce ok. 2000 zł, by opłacić rachunki, mieć co jeść i gdzie mieszkać. To założenie możesz oczywiście zakwestionować, ale jakieś trzeba przyjąć.

W sumie więc, żeby żyć jako tako, trzeba by zarabiać 2000 + 2174,25 = 4174,25 zł netto miesięcznie.

Kto ma lub chce mieć dzieci, musi zarabiać jeszcze więcej. 

Kto ma rodziców wymagających wsparcia finansowego, także musi zarabiać jeszcze więcej. 

Kto zbiera na mieszkanie lub spłaca kredyt hipoteczny, …

Zarabiasz tyle?

Chyba nie, bo wtedy nie czytał(a)byś tego blogu.

Teraz skup się. 

Możesz powiedzieć, że moje wyliczenia są do kitu. Że mają się nijak do twojej rzeczywistości. Może tak być. Nie siedzę w Twojej skórze, w Twoich butach, w Twoich realiach finansowych. O co mi więc chodzi?

O to, byś zrobił(a) swoje własne.

Poświęć choć kwadrans, usiądź i policz, ile powinnaś lub powinieneś zarabiać, żeby przeżyć swoje życie choćby w elementarnym dostatku i jeszcze uzbierać na to wszystko, na co uzbierać musisz. Uwzględnij to, co masz i co masz mieć. Uwzględnij to wszystko i tych wszystkich, którzy z Twoich zarobków będą czerpać garściami. I odpowiedz sobie na pytanie, czy zarabiasz wystarczająco dużo.

A co, jeśli nie?

Nie wiem. Powtórzę: nie tkwię w Twoich realiach.

Ale nie bądź jak ten nauczyciel, który walczy o tysiąc złotych podwyżki, ale nawet jeśli go jakimś cudem wywalczy, nadal będzie de facto Niebogatym, nawet jeśli będzie mu odtąd wystarczało do pierwszego.

Ostatnio jakiś młodzian pouczył mnie w komentarzu do czyjegoś blogowego wpisu: „Masz marzenia? To je spełnij!”. Nie, ja Ci tego nie powiem.

Ale może trzeba coś zrobić, żeby zmienić pracę albo stworzyć sobie miejsce pracy samemu i zarabiać tyle, żeby wystarczyło na życie. Na całe życie, także to na emeryturze? Może trzeba zmienić zawód, a w tym celu odbyć jakieś kursy lub studia podyplomowe, może wyjechać na jakiś czas (albo na stałe) za granicę? Nie wiem, Ty wiesz lepiej, co możesz, co jest realne.

W każdym razie nie przeżyj swego zawodowego życia, zarabiając za mało. 

Nie warto. Nawet jeśli krąży Ci po głowie coś o pracy dla idei.

Dla mnie jest już za późno. Będę pracował do śmierci, o ile zdrowie mi pozwoli. Jeśli nie pozwoli, wolę nie myśleć o tym, co będzie za 10 czy 20 lat. Owszem, staram się zapobiec najgorszemu, ale albo mi się uda, albo nie. A wszystko dlatego, że gdy ja zaczynałem swoje życie zawodowe (1986), perspektywy były zupełnie inne. Po trosze też dlatego, że postawiłem w życiu na inne wartości, za mało uwagi poświęciłem tej wrednej mamonie. Nie cofnę tego, to nie gra, w której ma się dwa życia na zapas.

Natomiast dla Ciebie najprawdopodobniej nie jest jeszcze za późno, o ile policzysz dziś, co trzeba, a jeśli trzeba, to i weźmiesz się za niezbędne zmiany.

Bo być może są konieczne.

Twoi znajomi też by to chętnie przeczytali...