IKZE po pięćdziesiątce, czyli: na oszczędzanie nigdy nie jest za późno

No i stało się: założyłem sobie konto IKZE i dokonałem pierwszej, symbolicznej na razie wpłaty. Do osiągnięcia wieku emerytalnego zostało mi 9 lat, więc zrobiłem to o wiele za późno, ale lepiej późno niż wcale. Chodziło to za mną od dawna i wiązało się z poważnym dylematem: czy człowiek spłacający długi powinien oszczędzać długoterminowo, czy raczej przesyłać każdy wolny grosz tam, gdzie na niego czekają?

Kto czyta mnie uważnie, ten wie, że w przeszłości dałem się nabrać na bogactwo z OFE, a potem wskutek różnych zawirowań, a po części i głupoty, nie odkładałem środków na emeryturę, choć nie tylko powinienem, ale nawet bardzo powinienem, biorąc pod uwagę to, co prognozuje mi ZUS. I nie ma się co łudzić: już na emeryturę nie uskładam, bo czasu za mało, a pieniędzy jeszcze mniej. Po cholerę mi więc to IKZE?

Nie, nie liczę na dodatkowy filar, bo uciułam ledwie marny procent sumy, jaka byłaby mi potrzebna, żeby mieć na stare lata dodatkowy zastrzyk gotówki co miesiąc. To będzie raczej „wdowczy grosz”, który po ukończeniu 65 lat wypłacę sobie jednorazowo. Taka rezerwa na leki czy pokrycie jakichś wydatków, na które mi z emerytury i wykonywanej wtedy pracy nie wystarczy.

Przede wszystkim będzie to jednak

Czynnik motywacyjny

Tak, bardzo mi tego trzeba.

Głównie z racji wieku, trochę wskutek problemów zdrowotnych nie jestem człowiekiem pełnym energii. Pracuję dużo, staram się zarabiać jak najwięcej (z różnym powodzeniem, jak to człowiek pracujący na własny rachunek), ale coraz częściej mi się nie chce.

Zdawać by się mogło, że bardzo silna motywacją do zarabiania powinny być długi. Ale nie są. Skoro nie wisi nade mną komornik ani żadna firma windykacyjna nie przysłała mi odciętej końskiej głowy, to spłacam, co muszę, ale nie ukrywam, że z umiarkowanym entuzjazmem. Każda spłacona stówa z jednej strony cieszy, ale z drugiej ginie w czeluści. Nie jest to czeluść bez dna, ale trochę za słabo to dno widać, żeby mi się bardziej chciało.

Żeby mi się chciało na przykład częściej rezygnować z ukochanej popołudniowej drzemki, a zamiast niej wziąć dodatkowe zlecenie i napisać trochę głupot, potrzebuję jakiejś „marchewki dla osiołka”, jak to niegdyś mawiała moja nieżyjąca już Mama. Jeśli będę widział – a będę, o czym za chwilę – że na koncie przybywa, to być może (daj Boże) do roboty częściej się przyłożę.

Skoro nie płacę ZUS-u…

No właśnie. Od 2017 roku nie płacę składek na ZUS. Nie muszę, bo nie prowadzę działalności gospodarczej, lecz pracuję w ramach inkubatora przedsiębiorczości. Jestem ubezpieczony jako członek rodziny, co zapewnia mi opiekę lekarską, ale składek emerytalnych nie odprowadzam.

No i fajnie, ale i niefajnie zarazem. Na ZUS nie byłoby mnie  teraz stać, póki spłacam kredyty, no ale nie może być tak, że nic na laskę i chodzik nie odkładam. To kolejny istotny powód mojej decyzji. Piękne, ale i skrajnie nierozsądne byłoby po prostu zapomnieć o tym, że (jeśli dożyję późnej starości, choć robię, co mogę, żeby nie dożyć) kiedyś nie będę mógł pracować.

To tylko skromna namiastka, ale lepszy rydz…

Czynnik podatkowy, czyli gwarantowane 8 procent

Wybrałem IKZE ze względu na korzyści podatkowe. Bo z IKZE jest tak, że w granicach rocznego limitu (którego nie osiągnę) co roku wiosną fiskus zwróci mi 18 procent tego, co przez poprzednie 12 miesięcy wpłacę. Owszem, gdy będę kiedyś wypłacał sobie uzbieraną sumę, to mi rypnie 10 procent podatku, ale tych osiem procencików jednak zostanie. Jeszcze nie wiem, czy będę je reinwestował. Pomartwię się tym za rok.

Jestem wredny i dlatego wkurza mnie, że wielu innych czerpie garściami z państwowej kasy, do której się co miesiąc dokładam podatkami, a ja nie. Ani 500+, ani krowa+ mi nie przysługuje. Inni będą mieli dopłaty do PPK, a ja guzik. No to chociaż te 8 procent sobie z satysfakcją wezmę, choć fortuna to to nie będzie. Liczy się sam fakt. Niech na mnie też ktoś płaci, chociaż tyle.

IKZE, ale gdzie i jakie?

Nie, nie powiem. Wybrałem jedno z towarzystw inwestycyjnych, ale nie będę go tu za darmo reklamował, bo i dlaczego miałbym? W grę wchodziły dla mnie dwa, ostatecznego wyboru dokonałem, kierując się następującymi czynnikami:

  • niskie opłaty za zarządzanie funduszami,
  • minimalna wpłata początkowa i kolejne,
  • brak opłat za różne rzeczy,
  • spory wybór funduszy, w które mogę inwestować.

Nie brałem pod uwagę wyników za ubiegłe lata, bo wychodzę z założenia, że wczorajszy lider może być jutrzejszym maruderem i odwrotnie.

Przyjąłem, że moja comiesięczna wpłata będzie się składała z trzech części. Jedną włożę w obligacje, drugą w papiery dłużne, a trzecią w jakiś fundusz stabilnego wzrostu. Tak mi pasuje. Mam za krótką perspektywę odkładania środków, by poważniej myśleć o akcjach, więc zasilę GPW tylko w bardzo ograniczonym stopniu.

Jedno nie podlega dyskusji: na stare lata odkładać trzeba

Zdecydowałem się zainwestować, założyłem konto IKZE. Do wieku emerytalnego zostało mi tylko 9 lat, ale lepiej późno niż wcale. Nie idź w moje ślady, jeśliś młoda lub młody. Nie czekaj. nie mów, że zarabiasz za mało, by odkładać. Nie mówię Ci, że akurat w IKZE, ale w jakiś sensowny sposób odkładać MUSISZ. Bo się udusisz.

Idiota, zamiast spłacać długi, on inwestuje!

Może i idiota. Wiem, co mówią klasycy finansowego gatunku: najpierw fundusz awaryjny (i długi), potem poduszka finansowa (i długi), potem długi, a dopiero potem inwestycje.

Albo jakoś tak, nieważne.

Oczywiście wiem też, że bardziej opłaca się najpierw spłacać długi, bo odsetki od nich są znacznie wyższe niż prawdopodobne zyski z inwestycji. Wiem to doskonale, umiem liczyć.

Chcę jednak, póki sił starcza, i spłacać, i jednak trochę odłożyć. Zupełnie świadomie zdecydowałem się na formę odkładania, przy której nie opłaca się sięgać po oszczędności przed osiągnięciem wieku emerytalnego.

To był poważny dylemat, łamałem sobie nad tym głowę dłuższy czas, ale w końcu podjąłem taką a nie inną decyzję. To nie wpłynie na moje dotychczasowe tempo spłacania. Nie przyspieszę go, ale i nie zwolnię. A coś na czarną godzinę odłożę. Nie mam pańskiego płaszcza – i co mi pan zrobi?

Jeszcze jeden, co namawia na IKZE?

I tak, i nie. Na stare lata oszczędzać trzeba, nie ma od tego odwołania. Kto zarabia za mało, by to robić, powinien zewrzeć pośladki i zarabiać więcej. Chociaż o parę stów miesięcznie, by jednak ciułać.

Ale to wcale nie znaczy, że IKZE to inwestycja bez ryzyka nawet wtedy, gdy ktoś wybierze obligacje albo (nieeeee!!!) IKZE oparte na lokacje bankowej.

Ryzyko jest zupełnie innej natury niż czysto inwestycyjne.

Żyjemy w Polsce. Mówi Ci to coś? 

Nie? To ja Ci powiem. Nasz piękny kraj ma to do siebie, że rządzące nim ekipy (bez znaczenia, z jakiej partii się wywodzą) mogą w każdej chwili rozwalić wszystko, z każdym systemem emerytalnym włącznie. Mogą dowolnie zmienić zasady i uciułane pieniądze ludziom w taki lub inny sposób zabrać.

Nie, kasy zgromadzonej w IKE i IKZE nie zabiorą, tak daleko się chyba nie posuną.

Ale mogą ją opodatkować. Mogą też np. uchwalić przepisy, w myśl których ten, kto ma oszczędności w IKE lub IKZE, dostanie niższą emeryturę z ZUS-u.

Mogą. A gdy im się z powodu dziury budżetowej zacznie palić pod tyłkami, to niechybnie tak zrobią.

W gruncie rzeczy

Nie ma w Polsce bezpiecznej formy oszczędzania na emeryturę

Każda forma podlega ustawom, a te mogą się zmieniać jak limuzyny we flocie SOP. Chcąc mieć jaką taką pewność, należałoby chyba kupować dolary (i nie trzymać ich w banku) albo złoto.  Ma to jednak pewną wadę: skrytek bankowych jest jak na lekarstwo, a trzymanie w domu złota i „sałaty” to jednak ryzyko. Może się ktoś nie bać i wszystko za..bać.

Rozejrzyj się. Dosłownie albo w przenośni. Wokół jest armia młodych ludzi, prawda? Do nich dzisiaj świat należy. Armia. Za 30-40 lat będzie to armia emerytów, utrzymywana przez pułk pracujących. To się musi odbić na podatkach. Ja będę na to patrzył z chmurek, ale przyszłe ekipy będą miały naprawdę twardy orzech do zgryzienia.

Co Polaków może wtedy czekać? Na przykład 28 procent VAT, 25 i 49 procent PIT. A czemu nie? A jak i tego nie starczy, to się opodatkuje oszczędności. Nie zyski z oszczędności, jak dziś, ale same oszczędności.

Już za 9 lat rynek pracy opuszczą ludzie urodzeni w czasie wyżu demograficznego. Jestem jednym z nich. Eksperci szacują, że o ile dziś budżet (= podatnicy) dotuje ZUS kwotą 50 miliardów zł rocznie, o tyle za te 9 lat będzie potrzeba 100 miliardów. Bo ZUS nie zbankrutuje, tylko pochłaniać będzie coraz większe sumy.

Czerpane  z kieszeni obywateli, bo z czyjej innej?

A Ty odkładasz na emeryturę, czy mówisz sobie, że jakoś to będzie?

Twoi znajomi też by to chętnie przeczytali...