Nie daj się zaskoczyć: proste narzędzie przeciw zadłużeniu

Podzielę się dziś z Tobą prostym narzędziem, które stworzyłem sobie kilka dni temu, a które zaskoczyło mnie wynikiem swego działania. Dumając nad swoją sytuacją finansową, wpadłem mianowicie na myśl genialną w swym nieskomplikowaniu. Uświadomiłem sobie mianowicie pewien dołek, w który regularnie wpadam od lat, a który można zasypać dzięki mądrzejszemu gospodarowaniu pieniędzmi.

Czytając blogi finansowe, można się dowiedzieć, że prawidłowa gospodarka finansami powinna objąć na początku dwa zasoby, które bezwzględnie należy sobie stworzyć:

  • fundusz awaryjny – czyli parę tysięcy złotych na nieoczekiwane wydatki, związane przede wszystkim z naprawami i wymianą AGD, części samochodowych itp.;
  • poduszkę finansową – czyli równowartość sześciomiesięcznych wydatków na wypadek ciężkiej choroby, utraty pracy itp. nieszczęścia.

No cóż, poduszka finansowa to dla Niebogatych raczej sfera marzeń. Przy niewielkich dochodach trzeba wielu, wielu lat ciułania, żeby ją sobie uzbierać. Pomijam zatem w blogu to narzędzie, pozostawiając je Średnickim i Bogackim. Jest jednak jeszcze jeden element, bez którego od niedawna nie wyobrażam sobie ani skutecznej walki z długami, ani racjonalnego zarządzania pieniędzmi. Dodajmy więc do powyższej dwupunktowej listy punkt trzeci:,-

  • roczne kalendarium wydatków i środki na ich pokrycie

Bez tego rodzą się długi

Wpadłem na to przypadkiem, usiłując dociec, kiedy czeka mnie kolejna roczna opłata za hosting Multiporadnika. Znalazłem, zanotowałem i… zaraz przyszło mi do głowy, że przecież mam także hosting w jeszcze jednej firmie. Za niego też trzeba będzie w ciągu tego roku zapłacić.

No fajnie, ale skoro hosting, to i domeny, a mam ich w sumie sześć: dwie firmowe, jedną „rodzinną” pocztową dla żony i dla mnie, alienmindz.com i jeszcze dwa blogi, które zaniedbuję, ale których likwidować nie zamierzam. Zajrzałem do mojego rejestratora domen i wynotowałem sobie terminy przedłużania oraz wysokość opłat.

Jak szaleć, to szaleć. Drapałem się trochę po głowie, a trochę po czymś innym (panowie wiedzą, co mam na myśli) i raz za razem przypominały mi się nowe niespodzianki. Zaraz – STOP! To przecież nie muszą być niespodzianki, to nie są niespodzianki, ale pod warunkiem, że się o nich pamięta. I tak powstało moje

Roczne kalendarium wydatków

Stworzyłem prosty arkusz kalkulacyjny, który daje mi pełen obraz tego, co mogłoby mi się przypomnieć w ciągu roku w najbardziej niesprzyjających momentach. Tak, wydatki to do siebie mają, że potrafią o sobie przypominać akurat wtedy, gdy na koncie pusto.

Teraz wydatki mnie nie zaskoczą

Ten arkusz jest pusty, ale to tylko przykład stworzony dla Ciebie. W prawdziwym liczb jest więcej. Możesz dzięki niemu przygotować się na wszystkie wydatki czekające Cię w przyszłości. Gdy nadchodzi czas płacenia za coś, masz na to pieniądze, nie musisz ich pożyczać ani uszczuplać budżetu na dany miesiąc.

Gdybym zapominał o nich tak jak dotąd, raz po raz musiałbym zapewne skorzystać z karty kredytowej, a tym samym zaburzyć proces jej spłacania. Na obrazku tego nie widać – to jest screenshot  wersji przygotowanej dla Ciebie, a więc zawierającej tylko przykładowe trzy wydatki. Mój arkusz, choć identyczny, zawiera więcej wpisów.

Chociaż nie mam dzieci na utrzymaniu ani licznej rodziny, nie mam też samochodu pochłaniającego pieniądze raz po raz, wyszło mi, że do końca roku czekają mnie jeszcze wydatki w wysokości – o kurde – #jprdl – 1200 zł.

Co ten arkusz daje?

Wiedzę i świadomość, a w ślad za nimi mobilizację do zarobienia i odłożenia pieniędzy, dzięki którym żaden z takich corocznych albo okazjonalnych, ale przewidywalnych wydatków nie zrobi mi dziury w budżecie.

Teraz gdy wpada mi jakiś grosz ekstra, pakuję go do saszetki w Nest Banku opatrzonej etykietą „pokrycie”. Kiepska nazwa, ale to nie ma znaczenia. Nie wydam tych pieniędzy na duperele, nie odłożę na koncie oszczędnościowym, nie wpłacę na konto bukmacherskie. One zaczekają, aż będą potrzebne.  Nie mam wyjścia: MUSZĘ je uciułać i odłożyć.

Na obrazku tego nie widać, ale każda pozycja w rubrykach wydatków jest opatrzona komentarzem. Wystarczy najechać myszką i pokazuje się opis objaśniający to, czego dotyczy dany wydatek.

Pod rubrykami sumowane są wydatki przypadające na konkretne miesiące, a rząd niżej służy do wpisywania kwoty zgromadzonej (odłożonej) na ich pokrycie. Po prawej stronie arkusz zlicza natomiast ogół wydatków, uzbierane pokrycie oraz deficyt, jeśli wciąż uzbieraliśmy za mało.

Co wpisywać w to roczne kalendarium?

No cóż, trzeba usiąść i pomyśleć, a może i pogrzebać tu i ówdzie. Na pewno powinny tam trafić:

  • opłaty za hosting i domeny;
  • składki ubezpieczeniowe (AC, OC, mieszkanie itp.);
  • wydatki związane z rodzinnymi uroczystościami (urodziny, święta, jubileusze, śluby itp.);
  • podatki płatne raz w roku (PIT, podatek od nieruchomości itp.);
  • przewidywane opłaty za leki i badania specjalistyczne, zabiegi itp.;
  • … .

Chcesz pobrać ten arkusz?

Zdziwiła mnie popularność mojego najprostszego na świecie spisu wydatków, będącego alternatywą dla budżetu domowego. Być może więc także opisane wyżej kalendarium komuś się przyda. Obsługa jest niezwykle prosta, a ponadto można te arkusze połączyć i mieć w jednym pliku.

POBIERZ KALENDARIUM WYDATKÓW

Plik jest zapisany w formacie .ods, można go więc otworzyć zarówno w Open Office, jak i w Excelu.

Będzie mi miło, jeśli dasz znać w komentarzu albo na Facebooku, że korzystasz.

Twoi znajomi też by to chętnie przeczytali...