Share Week 2019 – które blogi finansowe polecam

Share Week to dość dziwna zabawa: blogerzy polecają blogerów. To trochę tak, jak gdyby piosenkarze polecali piosenkarzy, a piłkarze piłkarzy. Marzyłby mi się plebiscyt, w którym blogerów polecają czytelnicy i to wyłącznie tacy, którzy sami blogów nie piszą. Byłby chyba bardziej obiektywny, ale oczywiście nie da się go przeprowadzić, bo i jak zweryfikować „blogowe dziewictwo” polecających?

Mimo wszystko zdecydowałem się wziąć udział w tegorocznej zabawie i napisać o trzech blogach finansowych, które czytam. Zacznę jednak od tego, czego nie czytam. Starannie omijam mianowicie blogi młodych i już niekoniecznie młodych bogaczy. Ich świat to nie mój świat, niczego się od nich nie dowiem ani niczym nie zainspiruję. Nie interesują mnie kolejne (nie, nie mam ani jednego) mieszkania na wynajem. Nie mam z czym krążyć od banku do banku w poszukiwaniu promocyjnej lokaty na 3,5%. Giełda też mnie nie kręci. Gram po prostu w innej lidze.

Finansowy Share Week 2019

Pierwsze polecenie: Kobiece finanse

W innej lidze gra też Dana, której blog „Kobiece finanse” wymienię tu jako pierwszy. Autorka wyjaśniła mi onegdaj, że nazwa blogu oznacza jedynie, że pisze go kobieta. To istotne, albowiem istnieje ileś blogów finansowych pisanych przez kobiety, ale adresowanych tylko do kobiet – te oczywiście odrzucam.

Owszem, Dana nie stroni od tematyki kobiecej, ale na szczęście nie skupia się na niej zbyt często, toteż i ja mam co czytać. Imponuje mi przede wszystkim pracowitością. Jej zeszłoroczny październikowy cykl o oszczędzaniu to było multum pracy. Nie wyobrażam sobie, bym kiedykolwiek włożył tyle wysiłku w blog, który przecież nie jest moim głównym zajęciem, podobnie zresztą jak blog Dany.

Jeśli do tego dodać, że Dana wie, o czym pisze, już z tego wyłania się blog wart odwiedzania. Ale polecam go nie tylko za to, co Dana robi, lecz i za to, czego nie robi, choć mogłaby. „Kobiece finanse” mogłyby mianowicie być maszynką do zarabiania pieniędzy, a nie są. Owszem, zdarza się, ale w sposób nienachalny, bez natrętnej afiliacji i wciskania czytelnikom usług tego czy innego banku. Kolejna rzecz, której Dana nie robi, choć by mogła: nie odlatuje, a więc nie traci kontaktu z rzeczywistością, choć można domniemywać, że poziom zarobków i stan kont by jej na to pozwolił. Co mam na myśli? Iluś blogerów finansowych pogrążyła wizja świata postrzeganego z finansowych wyżyn. Wydaje im się, że skoro oni żyją tak, jak żyją, to wszyscy inni też tak mogą, tylko widocznie nie chcą. Tacy ludzie nie chcą słyszeć nawet o życiu Niebogatych, nie przyjmują do wiadomości finansowych realiów większości społeczeństwa.

No i na koniec – Dana zaraziła mnie Pinterestem, za co jestem jej szczerze zobowiązany.

Polecenie drugie – Rodzina na kredyt

Agnieszka prowadząca blog Rodzina na kredyt jest mi o tyle bliska, że podobnie jak ja zmaga się ze spłatą pieniędzy pożyczonych w bankach. Spłaca wraz z mężem niezmordowanie całkiem spory dług i opisuje w blogu swoją walkę o wyjście na prostą. Ten blog to doskonały dowód na to, że zaciąganie kredytów wcale nie musi oznaczać, jak tego chcą niektórzy blogerzy finansowi, bezmyślnego rzucania się w konsumpcję za nieswoje pieniądze. Czasem pożyczamy pieniądze, bo po prostu nie ma innego wyjścia.

Agnieszka imponuje mi też sposobem, w jaki zarabia na spłaty. Wraz z rodziną przeniosła się na drugi koniec Polski i zaczęła wszystko od nowa. Choć jest nauczycielką, nie wzdragała się przed podjęciem pracy w restauracji, a oprócz tego dorabia udzielaniem korepetycji. Gdybym popracował tak przez tydzień, szorowałbym podbródkiem o ziemię. A pracuję sporo.

Miłośnicy zaglądania do cudzych portfeli znajdą też w blogu Agnieszki systematycznie prowadzony budżet domowy z pełnym rozliczeniem wydatków. Wiem, że takie wpisy cieszą się sporą popularnością, choć sam nie jestem w stanie się do nich przekonać, a więc samemu udostępniać informacji o wydatkach (o dochodach już nie wspominając).

Agnieszka chce blogowo przejść na stronę tych, którzy sprzedają „szkolenia”. No cóż, ja akurat jestem zagorzałym przeciwnikiem nauczania przez blogerów oraz uczenia się u (od) blogerów, ale wiem, że ma to swoich entuzjastów, zatem nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć powodzenia.

Trzecie polecenie – Pieniądze pod kontrolą

Może wreszcie jakiś mężczyzna blogujący o pieniądzach? Tak, jak najbardziej. Tu moim faworytem jest Jacek prowadzący blog „Pieniądze pod kontrolą”. Robi w nim z niesamowitym uporem coś, co niejeden bloger finansowy robić powinien, a mianowicie liczy. Rozkłada na czynniki pierwsze rachunki i opłaty. Kalkuluje, co się w codziennym życiu i nie tylko opłaca bardziej, a co mniej. Potrafi na przykład dokładnie przeanalizować koszty ogrzewania domu z wykorzystaniem rozmaitych paliw albo… wziąć pod lupę akumulatorki AA i AAA. Żarówkom LED też nie popuści.

Lubię „Pieniądze pod kontrolą” także i za to, że nie ma tam kaznodziejstwa. Zamiast niego są przemawiające do rozsądku i wyobraźni liczby. Rzetelna wiedza – po prostu.

Co jeszcze policzy Jacek? Nie wiem, ale na pewno nie będą to diabły na końcu szpilki, tylko coś, co ma znaczenie dla mojego i Twojego comiesięcznego budżetu. Warto do niego zaglądać.

***

To tyle. Mam nadzieję, że moje rekomendacje pomogą i wspomnianym blogom, i Tobie, Czytelniku.

Twoi znajomi też by to chętnie przeczytali...