Walcz, a zaoszczędzisz: niech firmy zadbają o stałego klienta

Ta praktyka jest idiotyczna: firmy wolą wydawać pieniądze na nieustanne pozyskiwanie nowych klientów, zamiast zadbać o utrzymanie tych, których już mają. Nie wiem, czy to zwyczaj tylko polski, czy tak jest na całym świecie, ale zupełnie tej praktyki nie rozumiem. Jak na mój prosty rozum, taniej i łatwiej jest dogodzić komuś, kto z firmą związany jest od lat, niż reklamą i bonusami pozyskać kogoś nowego. Tak właśnie postępują operatorzy GSM, a ja się na to nie zgodziłem. Opłaciło się.

A było tak: kończy mi się w kwietniu dwuletnia umowa abonamentowa. Zaplanowałem sobie (pisałem o tym w tekście „Jak wejść dobrze w rok finansowy 2019”), że skoro spłacę poprzedni aparat, to kolejną umowę zawrę już nie w cenie ok. 80 zł, a za ok. 30 zł. Zaoszczędzone pieniądze przeznaczę na nadpłatę rat za kupiony w grudniu i opłacony kartą kredytową komputer. Ponieważ znałem ofertę przedłużeniową mojego operatora, a także oferty powitalne dwóch innych, planowałem przeniesienie numeru do innej sieci.

Traf chciał jednak, że mój operator zaprosił mnie SMS-em do nowego „salonu sprzedaży” otwartego właśnie zdumiewająco blisko miejsca, w którym mieszkam. Postanowiłem się tam wybrać.

Walcz, a zapłacisz mniej!

Dziecko z brodą

Przy czymś, co przypominało wąski bar z hokerem dla klienta (jak ja tego nie cierpię!) siedział młody człowiek z gatunku „dziecko z brodą”. Nie chodzi tu bynajmniej o jego wiek, lecz o to, że zarost pasuje do jego chłopięcych jeszcze rysów mniej więcej tak, jak smoking do dwulatka. Powagi nie dodaje, zapewnia za to śmieszność.

Wyłuszczyłem młodzianowi, o co chodzi. Ten dziarsko mnie wylegitymował, po czym odczytał mi zupełnie nieciekawe ceny wprost ze strony internetowej operatora. Wyjaśniłem mu uprzejmie, że je znam, ale po to przyszedłem do salonu, żeby wynegocjować lepszą.

– Takie są ceny, nic na to nie poradzę – oświadczyło brodate dziecko.

– No i jaki to ma sens? Przecież nie będę tyle płacił, tylko przeniosę numer do X i tam za to samo zapłacę poniżej 30 złotych – odparłem.

– Nie znam cen konkurencji – zaparł się dzielny pracownik salonu.

– A wypadałoby – wytknąłem mu natychmiast.

– Znam cennik mojego pracodawcy i to mi wystarczy! – żachnął się młody bóg.

– Skoro tak, to do widzenia – pożegnałem się bez wahania.

Walki ciąg dalszy

Po powrocie do domu raz jeszcze przeanalizowałem ceny na stronie operatora. Wyskoczyło okienko czatu. Gdy zgłosił się ktoś po drugiej stronie, zapytałem uprzejmie, czy te ceny to ich ostatnie słowo. Dodałem, że chętnie bym z nimi został, bo jestem ich klientem od 23 lat (sic!), ale bardziej opłaca mi się przenieść numer gdzie indziej.

– No niestety, takie są ceny, ale mogę pana skontaktować z indywidualnym doradcą klienta – wystukało mi dziewczę. Przystałem na to ochoczo. Dziewczę zapytało mnie o preferowane godziny kontaktu. Wybrałem 9.00 – 12.00.

Było parę minut po trzynastej. Zadzwonił mój telefon. To była pani indywidualna doradczyni klienta. Niczego mi jednak nie doradziła, tylko powtórzyła raz jeszcze te same ceny.

– Wy naprawdę tak potraktujecie klienta, który jest z wami nieprzerwanie od 1996 roku? – Nie chciałem w to uwierzyć.

– Hmm… Ja tu nic nie mogę zrobić, ale może ja przełączę pana do Działu Utrzymania. Jeśli ktoś może dać panu rabat, to tylko oni – zapewniła pani doradczyni. I przełączyła.

Sądząc po głosie, mój rozmówca z Działu Utrzymania był dobrze po czterdziestce. Może dlatego rozmowa z nim była zupełnie inna. Owszem, wychodził ze skóry, żeby wcisnąć mi nowy telefon. Na nic były moje wyjaśnienia, że mam nowiutki aparat z promocji w Orange, z której skorzystała moja żona.

– Ale ja panu dam telefon z wyższej półki! – przekonywał pan utrzymywacz. Wyjaśniłem mu więc, że ludzie w moim wieku nie przywiązują wagi do stopnia wypasienia smartfonów. Pomogło.

I stanęło na tym, że zostaję na kolejne dwa lata, a płacił będę 29,98 zł brutto.

Dokładnie o to mi chodziło.

Metamorfoza

Kiedyś taki nie byłem. Skoro na stronie jest oferta za 40 czy 50 złotych, płaciłem bez zastanowienia. Odkąd jednak – trochę z powodu kredytów do spłacenia, a trochę dzięki prowadzeniu tego blogu – moją pasją stały się pieniądze, kombinuję jak prezes z wieżami, żeby nie wydać ani grosika ponad to, co konieczne. I to już chyba we mnie zostanie.

Jeśli masz jakąś usługę abonamentową i kończy Ci się okres jej obowiązywania, zobacz, co dałyby Ci przenosiny do konkurencyjnej firmy. Nieważne, czy to operator GSM, dostawca internetu, telewizji czy czegoś innego. Uzbrojony w taką wiedzę, masz mocny argument w rozmowie z obecnym usługodawcą. Ceny standardowe zostaw dla tych, którzy z pieniędzmi się nie liczą.

To się opłaca!

Twoi znajomi też by to chętnie przeczytali...