Własny biznes dla niebogatych, czyli: inkubator przedsiębiorczości

Prowadzenie własnej działalności gospodarczej sporo kosztuje. ZUS, księgowość, niekiedy też niezbędna obsługa prawna (trzeba sobie radzić z RODO i podobnymi „atrakcjami”) ostro biją po kieszeni. Ileś dni w miesiącu człowiek pracuje nie dla siebie, ale po to, by te wszystkie koszty pokryć. Jeżeli nie ma wysokiego dochodu, to mu się to po prostu nie opłaca. Rację mają ci, którzy twierdzą, że państwo polskie nie nagradza, ale karze za przedsiębiorczość. 

Niejeden Niebogaty też by chętnie poprowadził własny biznes – czy to jako zajęcie dodatkowe, czy to zamiast dotychczasowej pracy, w której kiepsko zarabia. Obawia się jednak – i słusznie – kosztów, rozliczeń oraz gąszczu przepisów, których złamanie grozi rozmaitymi konsekwencjami. Sam „duży ZUS” to już ponad 1300 zł miesięcznie. Własny biznes, w pełni legalny, można jednak prowadzić za jedyne 250 zł miesięcznie. Umożliwiają to inkubatory przedsiębiorczości.

Chcesz mieć własny, tani biznes?

Ja sam tak działam

Piszę w tym tekście o czymś, co znam z autopsji. Uważni Czytelnicy wiedzą, że do połowy 2017 roku prowadziłem, przez wiele lat zresztą, własną działalność gospodarczą. Potem, po jej zamknięciu przez jakiś czas nie wiedziałem, co z sobą zrobić, aż w końcu zdecydowałem się na inkubator, a konkretnie na ogólnopolską Fundację Rozwoju Przedsiębiorczości „Twój StartUp”. Wiem, że ludzie mają różne doświadczenia z inkubatorami (jest ich wiele w całej Polsce), ale moje są dobre. To mi się po prostu opłaca, a pozwala działać w sposób praktycznie nieskrępowany. W moim wypadku na korzyść działa i to, że żona zatrudniona na umowie o pracę w pewnej instytucji zgłosiła mnie do ubezpieczenia społecznego jako członka rodziny (w takiej sytuacji ani ona, ani jej pracodawca nie płacą wyższych składek – to jest całkiem gratis), więc opiekę medyczną NFZ mam zapewnioną, a minimalną emeryturę zdążyłem już sobie wypracować. Nie płacę więc ZUS-owi ani grosza.

Jak to działa w praktyce

Człowiek, który podpisze z inkubatorem TS (nazwa i adres URL wyżej) umowę o współpracy, staje się „beneficjentem” fundacji. Prowadzi biznes pod własną marką. Nie musi nawet informować na swojej stronie internetowej, że jest związany z inkubatorem, choć czasem warto tę informację podawać. W ramach comiesięcznej opłaty mam zapewnione następujące świadczenia:

  • możliwość prowadzenia działalności gospodarczej pod własną marką, ale w imieniu fundacji;
  • możliwość wystawiania faktur VAT w imieniu TS (ja sam widnieję na nich jako wykonawca, w specjalnej rubryce);
  • pełną księgowość;
  • w razie potrzeby – bezpłatną pomoc prawną i windykację;
  • teoretycznie (w praktyce działa to… hmm… tak średnio) pomoc merytoryczną, marketingową i informatyczną w prowadzeniu biznesu.

Czyli: świadczę usługi dla moich klientów, których mogę pozyskiwać dowolną drogą. Wystawiam im faktury VAT w imieniu inkubatora, w którym mam swoje subkonto bankowe. Tym sposobem moi klienci płacą fundacji, ale de facto mnie, na mój indywidualny rachunek. Raz w miesiącu (można częściej, maks. 4 razy) zawieram z fundacją umowę o dzieło i na tej podstawie TS wypłaca mi moje zarobione pieniądze z konta. Potrąca z nich VAT i podatek dochodowy. Oba te podatki rozlicza za mnie z urzędem skarbowym. Mnie księgowość w praktyce w ogóle nie obchodzi. Co ważne: umowa o dzieło lub umowa zlecenia z fundacją może dotyczyć zupełnie innych czynności niż te, które wykonałem dla klientów.

To mój własny biznes

Fundacja nie wtrąca się w mój biznes. Prowadzę go tak jak chcę i nikomu nic do niego. Inkubator pilnuje jedynie, żeby w fakturach wszystko było cacy, no i spraw RODO. Ani nikt mnie nie prowadzi za rączkę, ani nie wtyka nosa w moje sprawy. Nikt mnie nie nadzoruje ani nie ogranicza w tym, co robię. O pewnych istniejących ograniczeniach napiszę w końcowej części tekstu.

Nie ma więc powodu obawiać się, że jakiś inkubatorowy mądrala będzie nam chciał przestawiać mebelki.

Co, jak i którą ręką

Do dyspozycji mam CRM, czyli specjalny serwis internetowy, zawierający bazę moich klientów, faktury sprzedażowe i kosztowe. Tam wystawiam faktury. Gdy wprowadzę nową, jest to faktura pro forma, którą mogę od razu pobrać i wysłać klientowi. W ciągu dnia mój koordynator regionalny (aktualnie fundacja ma 23 oddziały w całej Polsce) zatwierdza tę fakturę (sprawdza, czy kontrahent jest zarejestrowaną firmą) i wtedy staje się ona fakturą VAT.

CRM zastępuje mi program do faktur

Tam też wprowadzam dane faktur kosztowych, a oryginały dostarczam do mojego oddziału raz w miesiącu.

Raz w miesiącu melduję się w oddziale, żeby dostarczyć oryginał umowy o dzieło i rachunku do niej (pieniądze dostałem już na podstawie ich podpisanych skanów) oraz ewentualne faktury zakupowe. Więcej obowiązków nie mam.

Warto mieć drukarkę ze skanerem
Jeżeli chcesz się rozliczać z inkubatorem wygodnie, przez Internet, przyda Ci się drukarka ze skanerem. Dzięki niej wydrukujesz otrzymane PDF-y, podpiszesz, zeskanujesz i odeślesz mailem do oddziału.

Gdy chcę dostać moje pieniądze, po prostu proszę koordynatora (czyli szefa oddziału regionalnego) o wypłatę i wysyłam mu „dzieło” (o szczegółach tegoż nie będę się rozpisywał, ale to bardzo proste). Ten odlicza podatki i po otrzymaniu podpisanych skanów umowy oraz rachunku przelewa mi pieniądze z fundacyjnego subkonta na moje konto prywatne. Są to już moje, legalnie zarobione i opodatkowane pieniądze.

A te 250 zł? To jest tak: muszę je wypracować, a więc powinny one w ciągu miesiąca wpłynąć na moje subkonto i fundacja je sobie potrąca. Gdyby nie wpłynęły, fundacja wystawia mi fakturę, ale już na 250 zł + VAT i te pieniądze muszę jej z moich prywatnych środków zapłacić.

Najważniejsze informacje o inkubatorze przedsiębiorczości

Po pierwsze i najważniejsze: inkubatory są dla wszystkich, bez względu na wiek i formę zatrudnienia. To wcale nie jest wylęgarnia biznesów dla studentów. W moim mieście najstarszy beneficjent jest grubo po sześćdziesiątce.

Jeśli chcesz otworzyć swój biznes w TS, wypełniasz formularz zgłoszeniowy na ich stronie internetowej (link podałem wyżej). Wkrótce oddzwania właściwy oddział regionalny i zaprasza Cię na rozmowę. W jej trakcie uzyskasz odpowiedź na wszystkie swoje pytania (najlepiej je sobie uprzednio spisz na kartce), a jeśli zechcesz, to podpiszesz umowę współpracy. Wystarczy dowód osobisty. Wbrew temu, co jest na ich stronie, nie zaczniesz od razu działać: najpierw bank musi założyć Ci subkonto na wniosek fundacji, a to trwa około tygodnia, bankowi się nie spieszy. Oprócz pytań miej przygotowaną nazwę swojego biznesu, trafi ona do umowy.

Rodzaje działalności? Właściwie nie ma tu ograniczeń. W inkubatorach działają przede wszystkim wszelkiej maści freelancerzy: copywriterzy, redaktorzy, korektorzy, graficy, informatycy, twórcy stron internetowych, fotografowie, muzycy, ale nie tylko. Ludzie prowadzą sklepy internetowe, punkty usługowe, ba, ponoć są nawet taksówkarze.

Limit obrotów i zarobków? Brak. Możesz zarabiać, ile chcesz i ile jesteś w stanie. Wysokość miesięcznej opłaty dla inkubatora jest stała i niezależna od Twoich dochodów.

Długość umowy? Nie mniej niż dwa miesiące. Standardowo czas nieokreślony. Można tak działać przez wiele, wiele lat.

ZUS? Wedle możliwości i upodobania. Jeżeli masz kogoś, kto Cię zgłosi do ubezpieczenia społecznego, to ZUS Cię w ogóle nie obchodzi. Jeżeli nie masz, możesz się albo ubezpieczyć tak, by mieć zapewnioną opiekę medyczną NFZ (wymaga to zawarcia z inkubatorem umowy zlecenia na niewielką kwotę, coś ponad 100 zł miesięcznie). Możesz też (jeśli chcesz wypracowywać ZUS-owską emeryturę) odprowadzać dobrowolnie składki na ubezpieczenie społeczne).

Komu i kiedy to się opłaca

Inkubator przedsiębiorczości to idealne rozwiązanie dla tych, którzy:

  • nie chcą płacić wysokich składek na ZUS, a zaoszczędzone pieniądze wolą zainwestować;
  • zamknęli własną działalność gospodarczą, ale chcą pracować dalej po znacznie niższych kosztach;
  • chcą w przyszłości otworzyć własny biznes, ale najpierw go wypróbować przy minimalnym ryzyku;
  • z różnych powodów chcą, żeby ktoś za nich pilnował opłacania podatków;
  • chcą wystawiać faktury, ale mieć też możliwość prowadzenia działalności nierejestrowanej.

Korzyści wynikające z działania w inkubatorze

Napiszę Ci poniżej, co mnie to daje. Otóż tak:

  • 250 zł netto miesięcznie zamiast 1300 zł ZUS-u;
  • działam w pełni legalnie, choć nie mam zarejestrowanej DG;
  • księgowość z głowy;
  • inkubator pilnuje, żeby mi nie zabrakło na VAT ani podatek dochodowy – po prostu tych pieniędzy mi nie wypłacą i już;
  • w razie potrzeby darmowa pomoc prawna i windykacja;
  • płacę tylko 9% podatku (umowy o dzieło, 50% kosztów uzyskania);
  • pracuję wygodnie w domu, przy własnym komputerze;
  • rozwijam działalność pod własną marką;
  • w każdej chwili mogę wypowiedzieć umowę i założyć własną DG lub spółkę;
  • działając w inkubatorze można też prowadzić działalność bezrejestrową, co pozwala świadczyć usługi osobom prywatnym i nie pobierać VAT-u, a tym samym być bardziej konkurencyjnym cenowo (mnie to niestety nie dotyczy, bo w ciągu ostatnich 5 lat prowadziłem działalność gospodarczą i jestem z działania przepisów o tej bezrejestrowej chwilowo wykluczony. Ale i na to jest sposób, jak dobrze pogłówkować).

Ograniczenia w porównaniu z własną działalnością

Musisz jednak wiedzieć, że coś za coś. Ponieważ wystawiam faktury w imieniu fundacji, a moje pieniądze wpływają na jej konto (ściślej: na moje subkonto), nie mam pełnego dostępu do pieniędzy. Mogę się na konto bankowe logować, sprawdzać wpłaty i przelewy, ale samodzielnie nie wyślę stamtąd ani grosza. Ani sobie, ani komukolwiek innemu. Mogę przygotować przelew, ale zatwierdza go koordynator.

Ponieważ nie jest to mój rachunek firmowy, nie mogę wziąć kredytu na firmę ani wyrobić karty kredytowej. Nie mam też karty płatniczej do konta. Gdybym jednak chciał uzyskać dofinansowanie, to jest to możliwe, a inkubator mi w tym pomoże. Jest też w pewnym sensie moim pracodawcą, toteż gdybym starał się w jakimś banku o kredyt jako ja, to wystawi mi zaświadczenie o dochodach. Niektóre banki honorują współpracę z inkubatorem (np. Alior Bank).

Inkubator bardzo dba o to, żeby wszystko było legalne, więc o żadnych „mykach” podatkowych nie ma mowy.

Niektórym przeszkadza też, że faktury wystawiają nie w swoim imieniu. Owszem, własna działalność gospodarcza jest może nieco bardziej chwalebna. Spójrzmy na to jednak i z drugiej strony: kiedy kontrahent widzi na fakturze jednoosobową firemkę, łatwiej przyjdzie mu do głowy zwlekanie z płatnością. Widząc fundację, zastanowi się dwa razy, bo to już kontrahent mocny, z własnymi prawnikami, wiedzą itp.

Działalności w inkubatorze nie można zawiesić, więc czy się stoi, czy się leży, 250 zł się należy i koniec.

I na koniec: sporo zależy od tego, z jakim koordynatorem przyjdzie nam współpracować. Ja akurat mam (we Wrocławiu) kompetentnego i życzliwego. Staram się z nim dobrze żyć, więc np. nie czekam długo na wypłatę, dostaję szybko odpowiedzi na ew. pytania itp. Wiem jednak, że w niektórych regionach beneficjenci narzekają, że współpraca nie układa się im tak dobrze.

Reasumując:

Nie jest to biznes „pełną gębą”, ale za to tani i – przynajmniej od strony podatkowej – bezpieczny. Na pewno świetny jako działalność na próbę lub do czasu zdobycia grona klientów gwarantujących stałe, wysokie dochody, które pozwolą z czasem zarejestrować działalność gospodarczą albo założyć spółkę. Na pewno jest to dla wielu Niebogatych droga do własnej firmy, jeśli tylko są przesłanki świadczące o tym, że własna działalność da im więcej niż marny etat lub śmieciówka. Korzyści podatkowe i ubezpieczeniowe są nie do przecenienia.

I jeszcze jedno: jeśli zainteresował Cię „mój” inkubator, nie wierz we wszystko, czym chwali się na swojej stronie. Nie licz za bardzo na szkolenia, pomoc informatyczną ani jakiekolwiek prowadzenie za rączkę. Licz na siebie, swoją wiedzę i umiejętności, a prawdopodobnie będziesz zadowolony.

Twoi znajomi też by to chętnie przeczytali...